Karty pamięci

Fotografia Hanajów

Kiedy wybuchła I wojna światowa mój dziadek Władysław Hanaj miał 26 lat i służył już w armii rosyjskiej. Car kazał mu w rekrut iść w 1913, przed narodzinami syna, którego zobaczył dopiero po pięciu z górą latach. Służył w głębi Rosji, także w Gruzji i Besarabii, gdzie w końcu trafił do 14 Pułku 4 Dywizji Strzelców Polskich, która połączyła się z II Korpusem Polskim.
W maju 1918 dowodzony przez gen Hallera II Korpus po bitwie pod Kaniowem na Ukrainie dostał się w dużej części do niewoli pruskiej.
Z obozu jenieckiego w Güstrow dziadek został zwolniony w grudniu 1918. Wrócił do domu.
Kilka miesięcy leżał w łóżku, jednego dnia było lepiej, drugiego gorzej i tak w kółko. Na całe szczęście ozdrowiał w końcu, dzięki czemu urodziła się potem moja mama. Miał dla kogo żyć, a z wojny wrócił z kapitałem – puszką złotych „rublówek”, miał za co postawić skromny, ale uroczy domek w Bychawie, widniała na nim data – 1921.

Fot. W. Hanaj. Stoi moja mama, Bychawa 1930

Pochodził z ubogiego domu w Popkowicach. Prababcia służyła we dworze i rodzinna wieść niesie, że była „rozrywkową osobą”, pradziadek – wyrobnik, imał się różnych prac związanych głównie z drewnem i z lasem. Władysław wyniósł z domu znajomość stolarki, a potem wyuczył się na ślusarza. Przed wojną utrzymywał się jako tako. Po ślubie zamieszkał z żoną u teściów w Zakrzówku, tam zainteresował się fotografią i zaczął robić zdjęcia. Nie wiem co go do tego skłoniło. Kiedy w 1921 r. budował dom w Bychawie miał już plan otwarcia tam zakładu fotograficznego. Całe wyposażenie zakładu zrobił własnoręcznie – powiększalnik, lampę do zdjęć, lampę ciemniową, w której przekręcały się szybki – czerwona, zielona (czy pomarańczowa) i biała, podświetlaną przeglądarkę do negatywów, suszarkę do odbitek, gilotynę, która cięła papier w ozdobne brzegi, no i sam aparat, taki klasyczny na trójnogu z czarnym mieszkiem i pelerynką. Jedyne co kupił to dobry niemiecki obiektyw do aparatu firmy Goetz.
Najstarsza fotografia autorstwa dziadka jaką posiadam pochodzi z 1921 r. i przedstawia mojego wujka Jerzyka.

Jerzy Hanaj na początku 1921 r. Fot. W. Hanaj

Oficjalny dyplom mistrzowski dziadek otrzymał w 1930 r. po zdaniu egzaminu u Ludwika Hartwiga w Lublinie. Miał troje uczniów. Pierwszym był pierworodny syn Zygmunt (1914-76), który ożenił się i przeprowadził do Starachowic jeszcze przed wojną. Otworzył tam zakład fotograficzny i prowadził go aż do śmierci. Drugim był wspomniany już Jerzy Hanaj (1919-41), który odziedziczył po dziadku zdolności manualno-techniczne i zaczął mu pomagać w prowadzeniu zakładu od połowy lat 30-tych. Skonstruował też radio kryształkowe, które stało się przyczyną jego śmierci. W czasie okupacji prowadził nasłuchy niemieckich komunikatów wojennych, które przekazywał partyzantom. Po donosie któregoś z sąsiadów został wywieziony do Auschwitz, tam nawet dostał się jako pomocnik do obozowego fotografa, ale było już za późno, zmarł na na zapalenie płuc, którego nabawił się przy ciężkich robotach. Miał 22 lata. W 1945 dziadek zdecydował, że nie będzie mieszkał w sąsiedztwie donosiciela i rodzina przeniosła się do Piły na ziemie zachodnie.

Jerzy Hanaj ze swoim radiem, obok powiększalnik dziadka,
a niżej przeglądarka do negatywów, Bychawa ok. 1937.

Jerzyk Hanaj spośród trzech braci był tym najbardziej ukochanym przez moją mamę (najmłodszą z trzech sióstr), która po jego śmierci postanowiła go zastąpić. W Bychawie, a potem w Pile pomagała dziadkowi jako retuszerka. Miała cały zestaw specjalnych ołówków, kredek i pędzelków, którymi poprawiała negatywy na podświetlanym pulpicie. Korygowała dropy, błędy czy niedokładności oświetlenia, a nawet, na życzenie klienta, urodę. Była to żmudna praca, wymagała zdolności plastycznych oraz niezwykłej uważności i dokładności. Po śmierci dziadka w 1958 r. mama sama prowadziła zakład do 1973 r. kiedy to wyprowadziliśmy się z Piły pod Warszawę, gdzie nie było już warunków do prowadzenia zakładu, a poza tym wzrok mamy był już mocno nadwyrężony 30-letnim retuszowaniem.

Ja nie zostałem zawodowym fotografem, choć od podstawówki robiłem zdjęcia, najpierw w domu i najbliższej okolicy, w 1981 pojechałem z radzieckim aparatem Fied do Warszawy na rejestrację związku Solidarności Rolników Indywidualnych. W stanie wojennym fotografowałem demonstracje i starcia z ZOMO, a potem wywołane w łazience odbitki rozdawałem wśród znajomych w liceum. Aparat przydawał się także później, np. przy mojej dziesięcioletniej przygodzie z nagraniami terenowymi artystów wiejskich.

Gdybyśmy zostali w Pile pewnie ja, starszy brat czy siostra, któreś z nas przejęłoby zakład po mamie. Był magicznym miejscem, częścią naszego dużego mieszkania i razem z podwórkiem tworzył mój dziecięcy kosmos. Sporo czasu w zimowe czy słotne dni tam spędzałem, zwłaszcza w ciemni, gdzie mama miała mnie na oku, choć prawie nic nie było widać i gdzie pod czerwoną szybką, świecącą ciepło i trochę niepokojąco, opowiadała mi bajki, chlupiąc od czasu do czasu wywoływaczem czy utrwalaczem, z którego wyciągała jak ryby z rzeczki zdjęcia różnych zwykle nieznanych mi osób, dorosłych i dzieci.

Po dziadku odziedziczyłem skrzypce, na których grywał ze znajomymi w niedzielne popołudnia w Bychawie.

Remek Mazur-Hanaj

Dziadek Władysław Hanaj

Mama Janina i tata Lucjan Mazur

Następna Post

Poprzednia Post

© 2022 Karty pamięci

Motyw WP: Anders Norén